Tak wiele mamy do zrobienia

Czasami mnie to przerasta.

Myślę o pani Jadwidze, dla której zrzucamy się na węgiel, ponieważ odmówiono jej przyjęcia do ośrodka dla bezdomnych, ponieważ jej renta jest zbyt niska, by pokryć koszt utrzymania, a zbyt wysoka, by zasłużyła na dofinansowanie, wskutek czego została bez wody i prądu w nieogrzewanej ruderze.

Myślę o Łatce, czyli szczeniaku, którym opiekuję się od kilku miesięcy. Widać, że mała została za wcześnie odłączona od matki, że była głodzona i zamykana, przez co panicznie boi się zostać sama i cały czas próbuje wykradać jedzenie i najeść się na zapas. A dodatkowo wiem, że spuszczał ją przy ruchliwej drodze, wskutek czego wpadła pod samochód, gdzie ją porzucił. 

Myślę o moich kotach: o Jaime’im, któremu ktoś wyrwał łapkę i ogon oraz o Odynie, którego ktoś skopał po głowie. Odi stracił oko i kilka zębów, miał drutowaną szczękę, tygodniami był karmiony papką przez strzykawkę. Nie było wiadomo, czy przeżyje.

Myślę o ludziach zatrudnionych na umowach śmieciowych, zarabiających 4,50 zł/h bez żadnych świadczeń i słyszących, że powinni się cieszyć, bo ktoś łaskawie daje im pracę. Co prawda wyzywa od ameb i kurew, każe nosić pieluchy, bo przerwa na toaletę kosztuje firmę zbyt wiele i zleca niepłatne nadgodziny… ale powinni mu być wdzięczni. Bo przecież mógł płacić 3,50.

Myślę o kilkumiesięcznym dziecku, którym rodzic rzucił o ścianę, na zawsze rujnując jego zdrowie i życie.

Myślę o zgwałconej dziewczynie, która w czasie sprawy sądowej usłyszała, że gwałciciel nie powinien iść do więzienia, bo kto to słyszał, żeby „za 20 minut akcji” płacić przez kilka lat. I każdej tej, której sprawa nie trafiła do sądu, za to każdy spotkany po drodze policjant sprawdzał, jak była ubrana, czy spożywała alkohol oraz jak prowadziła się przez ostatnich 10 lat.

Myślę o tym, że media nadal zapraszają ludzi  wygłaszających teksty na poziomie „zawsze się trochę gwałci” czy „homoseksualiści gwałcą dzieci”,  a naukowcom przeciwstawiają osoby oznajmiające, że one w fakty nie wierzą, przez co debata publiczna ma poziom zapasów w kisielu.

Myślę o zmarłej wskutek warsztatów „medycyny” naturalnej kobiecie i zastanawiam się, jak tam trafiła. I o tym, jak wielu szarlatanów i hochsztaplerów dorabia się na manipulowaniu zrozpaczonymi ludźmi bez względu na konsekwencje, które przecież poniosą ich ofiary.

Myślę o tym, że żyjemy w kraju, w którym całkowicie poważnie rozmawia się o zmuszaniu kobiet do rodzenia dziecka, które nie ma szans przeżycia, a jednocześnie utrudnia się dostęp do antykoncepcji, badań prenatalnych i in vitro. Gdzie sumienie lekarza ważniejsze jest niż organizm pacjentki i jej życie. I gdzie nie istnieje edukacja seksualna, ponieważ może ona rozerotyzować dzieci.

Przytłacza mnie to wszystko, a to przecież tylko kilka przykładów. Nie rozumiem ludzi, którzy w imię ideologii obrzucają innych błotem, ponieważ ci są innej płci, orientacji, rasy czy wyznania. Ludzi, którzy propagują kłamstwa w imię „wolności słowa”, wskutek tego cierpią  ci, którzy samodzielnie nie będą w stanie zweryfikować faktów. Nie rozumiem rodziców cynicznie nieszczepiących dzieci bez odrobiny refleksji, że w wypadku choroby to dziecko poniesie konsekwencje, ponieważ oni sami zostali już zaszczepieni. Nigdy nie zrozumiem, jak można skrzywdzić kogoś inaczej niż w obronie własnej: a więc skatować dziecko czy zwierzę, zgwałcić kogokolwiek. Nie rozumiem jadu i nienawiści wylewanych w internecie, wygodnie, anonimowo. A tym bardziej tego, jak można imieniem i nazwiskiem podpisać się pod wypowiedzią typu: „do gazu z nimi”, kogokolwiek by nie dotyczyła.

Tak cholernie wiele mamy do zrobienia i przytłacza mnie, że nigdy się z tym nie uporamy.

Ale dalej próbuję, bo co innego mogłabym robić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *